ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Kury ─ Kablox - Niesłyna histaria w serwisie ArtRock.pl

Kury — Kablox - Niesłyna histaria

 
wydawnictwo: Music Corner 1995
 
1. America (Tymański) [04:46]
2. Smażalnia w Jelitkowie (Tymański) [02:02]
3. Germans In Heaven (Kury + Mazzoll) [02:09]
4. Ja muszę do lasu (Tymański) [06:04]
5. Always Endeavor (Tymański) [07:32]
6. Kablox (Niesłyna histaria) (Tymański) [06:36]
7. That Music (Tymański) [04:56]
8. Deluge (Tymański) [09:20]
9. Baby Kangaroos (Tymański) [02:52]
10. Przejazd wózkiem (Kury + Mazzoll) [00:27]
11. Przeklęte majteczki (Tymański) [04:20]
12. Attraction (Tymański) [09:42]
 
Całkowity czas: 61:06
skład:
Anna Lasocka – głos
Mazzoll – klarnet, basklarnet, głos
Piotr Pawlak – gitara, bas (8)
Ryszard T. Tymański – głos, bas, gitara (8), lider
Jacek Olter – bębny
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
› 0
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
› 0
Album słaby, nie broni się jako całość.
› 1
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
› 0
Album jakich wiele, poprawny.
› 0
Niezła płyta, można posłuchać.
› 0
Dobry, zasługujący na uwagę album.
› 0
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
› 0
Absolutnie wspaniały i porywający album.
› 0
Arcydzieło.
› 0

Łącznie 1, ocena: Album słaby, nie broni się jako całość.
 
 
Ocena: 8++ Arcydzieło.
10.04.2019
(Recenzent)

Kury — Kablox - Niesłyna histaria

Alfons Willie i jego nastoletnie kurewki ze Słonecznej Wiochy, czyli Majora Eugeniusza Kopyto i Strzyża rozważania o życiu i dorobku Wąsatego Franka. Odcinek IV ½ .
 
- Może byście się, szeregowy, zabrali do roboty? Płyt do opisania jeszcze na kopy, a my na razie nie wyszliśmy z roku 1968…
 
- Będzie, spokojnie. Fontanna Miłości już się pisze, a na razie na rozgrzewkę mały skok w bok. Czyli słów parę o tym, jak to Zappa wpłynął na różnych muzyków. Na początek Kury. 
 
- Kury? A, wiem. Muszą być w każdej ujowej grze. Do tego często są niezniszczalne. 
 
- Racja. Ale te Kury to trochę inna parafia. Choć w sumie czy ja wiem, czy inna. To że Tymon jest pod wielkim wpływem Zappy i Kapitana Wołowe Serce to wiadomo. I że ma równie pokręconą i trudną do usystematyzowania dyskografię – The Waiters, The Users, Czan, Kury, Trupy, Miłość – to tak z pamięci na pierwszy rzut. A i solowa płyta ponoć się kroi. No i ma w sobie wiele z zappowskiego ducha. Wszak cały ten jass, bunt przeciw cośkolwiek skostniałemu jazzowi i próba odświeżenia go, nadania nowego, poszukującego ducha, to coś, czemu Franek przyklasnąłby. Wszak nienawidził stagnacji i nostalgii.
 
- Gdy przeciętny słuchacz kojarzy Tymona z Zappą, to pierwsze skojarzenie brzmi: P.O.L.O.V.I.R.U.S. A tymczasem Tymański z Kurami ma na koncie znacznie bardziej zappowską w charakterze płytę.
 
- Bo tak jakoś wyszło, że u nas Zappa=komik. Że pamięta się przede wszystkim jego drwiny, szyderstwa, prowokacje i wykręcanie wszystkiego na lewą stronę. O tym, że był świetnym kompozytorem jazzowym i równie znakomitym technicznie gitarzystą – no, to już niewielu pamięta.
 
- Surrealistyczne poczucie humoru, połączone z instrumentalnymi odjazdami i wirtuozerią. Polimetria, politonalność, zakręcone gitarowe sola – to wszystko to rzeczy, którym Franuś z uśmiechem przyklasnąłby. Takie choćby „Always Endeavor”, ciepła ballada rozwijająca się w jazz-rockowe granie z efektowną partią gitary.
 
- Już otwierająca całość „America” – żwawa rockowa piosenka z niezłym riffem i instrumentalnym przerywnikiem skręcającym w stronę free – to iście Zappowska rzecz. Także za sprawą tekstu jadowicie opisującego życie w kraju Wuja Sama.
 
- Sporo miejsca dla siebie dostaje też Mazzoll. Choćby w długim, niespiesznym wstępie do „Ja muszę do lasu”. Zresztą cała ta surrealistyczna kompozycja postępuje przed siebie dość majestatycznie, bez pośpiechu, dopiero na koniec dostaje kopa.
 
- A utwór tytułowy w końcowych fragmentach chwilami przypomina płyty elektrycznego Davisa z początku lat 70. Mamy też hołd dla Dolphy’ego i Coltrane’a w postaci „That Music” z otwartą dedykacją i tekstem poświęconym obu kotom i (nawet bardziej) w „Deluge” z długą partią solową Mazzolla i w końcowej części nieco psychodeliczną, barretowską gitarową solówką samego Tymona.
 
- Zdrowa porcja psychodelii i zakrętów wkrada się też do tekstów. „Smażalnia w Jelitkowie”, utwór tytułowy, „Przeklęte majteczki”… no kurde, przecież to jest polskie wydanie zwariowanych word salads Sinfielda czy Barretta właśnie. Oj, zaćpane to bardzo. I cholernie chciałbym poczytać Tymona tłumaczącego takiego „Lizarda” czy „The Madcap Laughs”.
 
- Nawet pozornie prostą formę przebojowej piosenki w „Baby Kangaroos” podano w bardzo wykręconej formie. A co ciekawe, wychodzi to w ostatecznym rozrachunku całkiem naturalnie.
 
- No i tak powoli wychodzi, że mamy do czynienia z jedną z najbardziej intrygujących płyt lat 90. A przy tym żywym dowodem, jak szalenie inspirującym twórcą był Zappa.
 
- Tymon też. Inspiracje swoją drogą, ale tak je przetworzyć, potraktować jako punkt wyjścia do czegoś swojego, mocno oryginalnego i nie do podrobienia, jak Tymański to zrobił na tym albumie, to jest prawdziwe bossostwo. I ten szalony miks rocka, jazzu, psychodelii i surrealizmu po prawie ćwierć wieku nadal brzmi niesamowicie intrygująco i świeżo.
 
- I już, szeregowy, mamy to. A wy wracajcie do Fontanny Miłości.
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2019 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.