ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Pink Floyd ─ The Wall w serwisie ArtRock.pl

Pink Floyd — The Wall

 
wydawnictwo: EMI Records Ltd 1979
 
CD1: 1. In The Flesh? (Waters) [03:19]
2. The Thin Ice (Waters) [02:29]
3. Another Brick In The Wall Part I (Waters) [03:09]
4. The Happiest Days Of Our Lives (Waters) [01:50]
5. Another Brick In The Wall Part II (Waters) [03:59]
6. Mother (Waters) [05:33]
7. Goodbye Blue Sky (Waters) [02:47]
8. Empty Spaces (Waters) [02:08]
9. Young Lust (Waters) [03:31]
10. One Of My Turns (Waters) [03:36]
11. Don't Leave Me Now (Waters) [04:16]
12. Another Brick In The Wall Part III (Waters) [01:14]
13. Goodbye Cruel World (Waters) [01:14]
CD2 1. Hey You (Waters) [04:41]
2. Is There Anybody Out There? (Waters) [02:40]
3. Nobody Home (Waters) [03:24]
4. Vera (Waters) [01:32]
5. Bring The Boys Back Home (Waters) [01:27]
6. Comfortably Numb (Gilmour, Waters) [06:20
7. The Show Must Go On (Waters) [01:36]
8. In The Flesh (Waters) [04:16]
9. Run Like Hell (Gilmour, Waters) [04:23]
10. Waiting For The Worms (Waters) [03:58]
11. Stop (Waters) [00:30]
12. The Trial (Waters, Ezrin) [05:19]
13. Outside The Wall (Waters) [01:43]
 
skład:
David Gilmour – Guitars, Prophet 5 Synthesizer, Bass Guitar, Acoustic Guitar, Clavinet, ARP Quadra Synthesizer, 6- and 12-String Acoustic Guitar, Pedal Steel Guitar, Chavel Fretless Bass, ARP Quadra Sequencer, Backward Cymbals, Sound Effects, Lead Vocals, Harmony Vocals; Roger Waters – Bass Guitar, EMS VCS 3, Guitar, Acoustic Guitar, Megaphone, Lead Vocals, Harmony Vocals; Richard Wright – Hammond Organ, Piano, Prophet 5 Synthesizer, Fender Rhodes Electric Piano, Bass Pedals; Nick Mason – Drums, Percussion, Floor Tom, Snare Drum, Kick Drum, Roto-Toms, Bass Drum, Cymbals; Freddie Mandell – Hammond Organ; Jeff Porcaro – Drums; James Guthrie – Hi-Hat, Choke Cymbal, ARP Quadra Synthesizer, Drill, ARP Quadra Sequencer, Backward Cymbals, Sound Effects; Bob Ezrin – Organ, Prophet 5 Synthesizer, String Synthesizer, Piano, Orchestra and Choir Arrangements, Backing Vocals; Lee Ritenour – Rhythm Guitar; Joe DiBlasi – Classical Guitar; Joe Porcaro – Snare Drum; Bobbye Hall – Congas, Bongos; Phil Taylor – Sound Effects; Frank Marrocco – Concertina; Larry Williams – Clarinet; Trevor Veitch – Mandolin; Michael Kamen – Orchestra and Choir Arrangements; New York Orchestra; New York Opera Choir; Joe Chemay – Backing Vocals; Stan Farber – Backing Vocals; Jim Haas – Backing Vocals; Toni Tennille – Backing Vocals; John Joyce – Backing Vocals; Bruce Johnston – Backing Vocals; Vicki & Clare – Backing Vocals; Islington Green School Students – Vocals; Harry Waters – Child’s Voice; Chris Fitzmorris – Male Telephone Voice; Trudy Young – Groupie Voice.
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
› 12
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
› 4
Album słaby, nie broni się jako całość.
› 6
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
› 4
Album jakich wiele, poprawny.
› 5
Niezła płyta, można posłuchać.
› 9
Dobry, zasługujący na uwagę album.
› 8
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
› 35
Absolutnie wspaniały i porywający album.
› 52
Arcydzieło.
› 365

Łącznie 500, ocena: Absolutnie wspaniały i porywający album.
 
 
Ocena: 8++ Arcydzieło.
23.03.2005
(Recenzent) , (Recenzent)

Pink Floyd — The Wall

- Mamo pamiętasz jak pytałem cię czemu otacza mnie ściana?
Otyła kobieta kiwnęła się na skraju snu.
- Co? Ach tak, pamiętam.
- Powiedziałaś, że to inna historia, że zaczyna się od pewnego listu tatusia do ciebie.
- Roger…
- Tak mamo?
Westchnięcie.
- Roger… to ten sam list, ostatni jaki dostałam, adresowany z Anzio. Nie pokazałam ci wówczas jednej doklejonej karteczki. Ojciec zapisał ją tuż przed natarciem, jak już jego oddział czuł oddech Niemców na karku.
- Powiedz mi!
- Powiem synku, znam to na pamięć:
„Marry, zbudowano tu, jak na każdej wojnie, sztuczny mur, sztuczną ścianę. Ani my nie jesteśmy lepsi, ani oni nie są gorsi, stoimy po prostu po dwóch stronach ściany. Dla mnie definicja wojny sprowadza się do stworzenia muru, którego nie przebije nawet najwścieklej bijące serce. Chciałbym iść do domu, zdjąć wreszcie ten mundur i zostawić całe przedstawienie daleko za sobą. Ale myślę, że tak naprawdę czekają na mnie robaki. Shit,

Muzycznie zespół doprowadził wypracowaną wcześniej formę przekazu na wyżyny. In the flesh jawi się tu nieprawdopodobną zmianą brzmienia. Takich ostrych gitar nigdy wcześniej u Pink Floyd nie było. Nawet surowe do bólu Animals brzmiało jakoś tak łagodnie. Następne na płycie The Thin Ice jest po prostu piosnką, przebojem singlowym, zdatnym do promocji. Opartym na klasycznym schemacie rockowej piosenki. Mariaż z popem, mariaż z rodzącym się NWOBHM?

Marry nie tak miałem napisać. Nie tak. To jest jednak silniejsze. Żegnaj błękicie nieba. Żegnaj Marry. Tak chciałbym zburzyć tę cholerną ścianę, lecz mur jest za wysoki i boję się, że robactwo już wdarło się w mój mózg. Czuję własną śmierć. Sama mi kiedyś powiedziałaś: mów szczerze albo nie mów wcale.”
. - Nie powinnam ci tego opowiadać Roger, nie powinnam. Roger?!

Tatuś odleciał za ocean, pozostawił tylko wspomnienia

Rzeczywiście nie mogę i nie powinienem tego słuchać. Biegnę przed siebie tak prędko jak pozwalają mi na to adrenalina i młode nogi. Ale to już kiełkuje, już teraz zaczynam w umyśle kłaść cegłę za cegłą. Jestem tak wygodnie obojętny podczas tego procesu. Tatuś pokonał sam ocean, ale nie potrafił pokonać sztucznej ściany zwanej wojną. Pozostawił mi tylko wspomnienia, heh, raczej idealistyczne wyobrażenia wspomagane zdjęciami z rodzinnego albumu.

Album jest jednak „pinkfloydowski” do bólu. Dźwiękowe eksperymenty, zawierające wmiksowane odgłosy rozmów, wybuchów czy płaczu dziecka są jedynie kontynuacją dawnego stylu. Another Brick in The Wall Part I oraz The Happiest Days Of Our Lives to czysta kontynuacja poczynań dźwiękowych zespołu z czasów A Soucerful Of Secrets.

Ojcze, co jeszcze pozostawiłeś? Co jeszcze pozostawiłeś dla mnie?!

Cegły w murze, jedna za drugą, Ty nie mogłeś tej ściany rozebrać – nie dano Ci czasu ani zasranego „kontekstu politycznego”, zaś ja zaś dokładam cegły i buduję ścianę na nowo. Swoją własną. To już nie wojna pomiędzy siłami zbrojnymi, raczej wojna pomiędzy mną i mną. Brzmi dziwnie, prawda? Wojna pomiędzy tym co wygodnie jest czuć a tym co naprawdę się czuje. Miałeś rację tato, i milion wściekle bijących serc nie przebije ściany wygodnej obojętności. Pomimo, iż gdzieś tam na zewnątrz, samotnie czy też parami spacerują ci co cię kochają. Nie napiszę „naprawdę cię kochają” bo co to jest prawda? Czy można kochać i naprawdę i na niby? A tak w ogóle tato brak mi Ciebie. Brak!!! Nie chcę się bawić w stylistyczne figury, chcę się rozpłakać!!!

Najsłynniejsze wersy na płycie, coś, czego nie może nie znać każdy znawca muzyki to Another Brick … Part Two. Utwór zaskakuje pod wieloma względami. Jak choćby tym, że oparty został na rytmie przebojów disco z lat 70 – tych. Trzy proste akordy i można przy tym spokojnie odtańczyć gorączkę sobotniej nocy. No dobrze, to pierwsze zaskoczenie. A dalej? Jazzowa partia fortepianu, ostra rockowa i melodyjna solówka i … przejaw zbiorowej histerii – chór dzieci – wyśpiewujący wielopokoleniowy bunt. Uff, a to tylko parę minut.

„Cichaj dziecino moja, nie płacz.”

Dlaczego ona nie pozwala mi płakać? Żaden syn nie powinien pisać o własnej matce słów typu:

„Mama wszystkie twoje koszmary przyoblecze w rzeczywistość
Mama wepchnie ci do gardła wszystkie swoje lęki
[…]
Mama… pomoże ci wznieść ścianę.”

Dlaczego nie mogłem płakać?!
Dlaczego nie mogę zapomnieć tych przerażonych?
Dlaczego nie potrafię wypełnić pustych przestrzeni, gdzie wręcz skowyczą fale głodu?
Dlaczego nie mogę znaleźć porządnej kurwy do zerżnięcia?
Dlaczego jestem zimny jak to ostrze brzytwy, a ty nie potrafisz nawet przynieść mojej ulubionej siekiery?
Dlaczego opuszczasz mnie teraz w ten sobotni wieczór skoro znów potrzebuję stłuc cię do nieprzytomności?
Dlaczego mamo jestem takim sukinsynem?

Dlaczego tato zginał?

Mother to kolejny singiel. Kolejny Przebój. Akustyczny, nawiązujący do najlepszej muzyki country, a może bardziej do grania typowo amerykańskiego (zaraz, zaraz, czasy sukcesów Bruce’a Springsteen’a miały dopiero nadejść) z linią melodyczną cokolwiek przesłodzoną, ale … przecież taki był cel. Przecież to piosenka o Mamusi… wpisana w symbolikę buntu hippie… (Mother, should I trust the goverment?)

I znów osuwam się na kolana. Napisałem tyle słów, tyle wykrzyczałem z siebie, a wciąż pozostaje to jedno pytanie – fundament:

Dlaczego, do kurwy nędzy, tato zginął?!!!

Co mamy zrobić, by wypełnić puste przestrzenie?

- Panie Roger, z panem mamy… hm…. dość delikatny problem. Nie chce pan chodzić na przedstawienia, nie chce pan poczuć ciepłego dreszczyku zakłopotania, morze nie wydaje się panu ciepłe ani niebo błękitne. W szkole miał pan same kłopoty, obrażał pan nauczycieli, kontestował szlachetną ideę edukacji, tak w ogólności to stąpał pan po nader cienkim lodzie. Co tu z panem zrobić?

Dzień po dniu, miłość szarzeje
Tak jak skóra umierającego człowieka
Noc po nocy, udajemy, że wszystko jest w porządku
Lecz ja z tego wyrosłem, a Ty stałaś się oziębła
I nic więcej nas nie bawi…

- Jak mam dokończyć mur?
- Przepraszam, ale nie rozumiem panie Roger, jaki mur?
- Czy chciałbyś pooglądać telewizję lub wskoczyć pomiędzy moje uda w pościeli?
- Panie Roger to niestosowne, a poza tym… hm…. ja taki nieuczesany…
- Doktorze nie potrzebuję podtrzymujących mnie ramion, nie potrzebuję prochów…

Uspokojenie.
Tak w ogóle, to nie sądzę bym w ogóle czegoś potrzebował. Wszyscy dla mnie wydajecie się kolejnymi cegłami w murze. Wojna nigdy się nie kończy.

Tzw. druga część pierwszej płyty (były onegdaj czasy, gdy płyty miały dwie strony) to obraz Pink Floyd z czasów debiutu. Tego od eksperymentów brzmieniowych. Daleko nie trzeba sięgać, Goodbye Blue Sky / Empty Spacer spokojnie mogłyby znaleźć się na studyjnej części albumu Ummagumma. Gitara akustyczna Gilmoura wręcz wyrywa żyły i rwie je na strzępy, a marszowy Empty poparty jękiem gitary to atak machin kroczących Imperium. One Of My Turns jest chwilowym wyciszenie, ot, prostym rockowym kawałkiem, który zespół ponownie zamienia w dźwiękowy kolaż Don’t Leave Me Now.

Nie można wygrać wojny z takim Seconalem. Trzeba tylko zrobić dobre rozpoznanie terenu tudzież sytuacji. Na ten przykład alkohol odpada jak również zbyt szybkie dawkowanie tabletek. Bo można się zerzygać i wtedy nici z całego zamysłu. Najlepiej brać po trzy na pusty żołądek w odstępach 10 minutowych. Trzeba poczuć senność, żeby łykać następne partie. Sprawdzona technika. Alternatywnie może być Dolargan, Doxepin, Lexotan, a nawet zwykły Oxazepam czy inny Signopam w odpowiednim stężeniu tj. co najmniej 40 tabletek. Relanium nie polecam, za to pożyteczne mogą być popularne leki obniżające ciśnienie jak Captopril 25 mg czy Isoptin 80 mg.

„Żegnaj ty okrutny świecie, dziś opuszczam ciebie”

Wierząc w magiczną moc chemii - opuszczam…

Albo inaczej. Hej tam, napuście wody do wanny, gorącej wody. Zabawię się w Petroniusza, arbitra elegantarium. Jak odchodzić to z klasą.
- Stop! Panie Roger, dlaczego nie użył Pan słowa „farewell” tylko „goodbye”?
- Może się zawahałem, na moment. I tak nic co powiesz nie zmieni mego zdania. Żegnaj.

Hej Ty! Samotny, tam na zewnątrz, w zimnie
Starzejesz się. Czy czujesz, że jestem? […]
Nie poddawaj się bez walki

Znowu mi się nie udało. Wygrałem z samym Seconalem. Bo poszedłem na pieprzony stek, ten gówno warty, jankeski wynalazek. Amerykanie potrafią zniszczyć wszystko, nawet próbę samobójstwa.

Druga płyta nie przynosi diametralnej zmiany. W końcu ten album to skończone dzieło – tak lirycznie, jak i muzycznie. Wyważona i oszczędna, balansuje pomiędzy dźwiękowymi eksperymentami, a miłymi i piosenkami. Takimi choćby, jak Hey You. Lub … Comfortably Numb.

Poczekaj, nie odchodź tak szybko. Jeszcze nie wygrałeś z mamą ani z żoną. Hej Ty, za tym murem masz rację tylko w jednym: „getting old”. Prawda, starzeje się, kiedyś miałem w meblościance około 2500 płyt. Teraz wydaję wszystkie podobnie jak i książki. Straciłem zainteresowanie. Obumieram jak i Ty.

Mam mały czarny zeszyt, gdzie zapisuję swoje wiersze.
Mam torbę, grzebień i szczotkę do zębów,
A gdy wiernie służę systemowi, czasami rzucą mi ochłap…

Tak ładnie powiedziane, tak ładnie zaśpiewane. Masz rację jeszcze w jednym: nie ma nadziei. Och, Ty naiwny harcerzu: chcesz się trzymać za rączkę z kimś, z którym zwyciężysz? A co niby zwyciężysz? Ten świat? Dorośnij harcerzu. Kiedyś miałem przed sobą plakat z Verą Lynn. Nie onanizowałem się przed nim, jeśli o to chodzi. Wolałem najpiękniejszą kobietę XX wieku, której figurkę wyrzucono w fale Atlantyku żeby pokazać jakie piękno zrodził ów wiek. A potem była modelka stulecia. Zawsze wolałem oglądać kobiety niż się do nich dobierać. Samce…. Czy ktoś przytomny tutaj czuje to samo ?!!!

Czy jeszcze ktoś pamięta piękną Verę Lynn?
Czy ktoś pamięta, jak mówiła, że spotkamy się kiedyś
Znowu, słonecznego dnia..?

Nie czujemy. Samice zostawiliśmy daleko za sobą. I wagon nagich kobiet nie robi na nas wrażenia. Bo żywi zawsze mają rację przeciw umarłym. I to kolejny etap obumierania. Jakże chciałbym napisać Ojcze: przetrwałem prowadzony na rzeź.

Trzecia część płyty, spięta całość piosenkami Hey You i Comfortably Numb skonstruowana została niczym opera. Tyle, że motywem przewodnim nie jest tu melodyjna sekwencja, a pewien temat. Libretto. Rozpisane na role, epatujące dźwiękowymi niuansami. Brzmiące jak popowy hit (Hey You), wodewilowy song (Vera) czy orkiestrowy i monumentalny rozmach w Bring The Boys Back Home.

Nie mogę tak napisać. Nie mogę nawet kiwnąć głową. W domu nie ma nikogo, a na pewno nie mnie. Nie chcę by ktoś zmniejszał mój ból, by postawił mnie na nogi. Chcę leżeć w piaskach Anzio tak wygodnie obojętny. Jak On. Nie ma bólu. Próg został osiągnięty, za nim nie ma już bólu. Tylko, że jeśli nie czujesz bólu nie czujesz życia. Czy coś to dla mnie oznacza? Dziecko dorosło, sen przepadł. A ja dogorywam wygodnie odrętwiały.

Ooooh, nie możesz mnie dotknąć, nieważne jakbyś próbował
Żegnaj, okrutny świecie, wszystko skończone, przejdź obok.
Siedząc w bunkrze za ścianą
Czekam na przyjście robaków…

Taki zobojętniały nagle wpadłem w wir „wielkich spraw”. Dotarło do mnie, że tysiące spijają słowa z mych ust. Wymyśliłem gest, który więcej znaczy, niż podwórkowe przyjaźnie. Ustaliłem strój, modniejszy niźli oscarowe kreacje. Wyznaczyłem zasady i … to chyba oczywiste: WSKAZAŁEM WAM WROGA!

Pink nie czuje się dziś dobrze, więc został w hotelu […]
Zamierzamy więc sprawdzić, jakimi jesteście fanami
Czy są pedały w teatrze tego wieczoru? Postawcie ich pod ścianą!
A ten, w świetle reflektorów, też mi się nie podoba! Postawcie go pod ścianą!
Ten wygląda na Żyda! A tamten na czarnucha!
Kto pozwolił tu wejść tej całej hołocie!
Ten pali skręta, a ten ma pryszcze!
Gdybym mógł - rozstrzelałbym was wszystkich…

I maszerują, z twarzami wykrzywionymi nienawiścią. Prawdziwi Brytowie… Wszechbrytowie? Rozpętałem nienawiść do drugiego człowieka, żeby zapomnieć o swoim ojcu i samotności. A teraz kulę się ze strachu w kącie i drżę, słysząc równy krok tysięcy wiedzionych na potępienie. Może ktoś jednak się zorientuje i zatrzyma lawinę… Tak, chyba tak… idą tu, pomogę im, niech ta wojna się wreszcie skończy…
- Tu jesteś skurwysynu… za te wszystkie twoje matactwa i grzechy czeka cię sąd.
- Nie, nie – zostawcie mnie – ja tylko chcę mieć normalną rodzinę…
- Zamknij się. Trzeba było się uczyć, a nie pisać „wiersze”. Wiersze, do ciężkiej cholery – gdyby to ode mnie zależało… a zresztą, idziemy, Sąd czeka…

Zatrzymaj się, chcę wrócić do domu
Zdjąć mundur i opuścić przedstawienie…
[…]
Dzień dobry, Robaku Najwyższy Sędzio
Spójrzcie na więźnia, który stoi przed Wami
Został złapany na gorącym uczynku
Gdy okazywał niemal ludzkie uczucia!
Niech się wstydzi…

Mamo, tato. Dlaczego nie mogłem mieć normalnej rodziny. Dlaczego tatuś odleciał, a mama powoli staczała się w ciemną szczelinę samotności i rozpaczy? Dlaczego nauczyciele w szkole byli tacy porażająco okrutni i pozbawieniu zasad? Dlaczego cały zgiełk tego świata wygląda jak ściana, odgradzająca nas od człowieczeństwa? Dlaczego?

Ty mały gówniarzu, teraz naprawdę masz za swoje
Mam nadzieję, że wyrzucą klucz
Powinieneś był rozmawiać ze mną częściej, niż to robiłeś
Ale nie, Ty musiałeś iść swoją drogą… Czy rozbiłeś ostatnio jakieś rodziny?

Małżeństwa są trudne. Samotności jest okrutna. Co mam wybrać? Czy te wszystkie pytania to wynik moje bezradności czy zaniedbać rodziców?

Przez wszystkie lata mojego sędziowania, nie słyszałem
o nikim bardziej zasługującym na pełny wymiar kary
Sposób, w jaki zmuszałeś do cierpień, twoją wspaniałą żonę i matkę
Powoduje, że mam ochotę się wypróżnić
Ale, mój przyjacielu, ujawniłeś swe najgłębsze obawy, więc skazuję Cię
na przeciwstawienie Cię Twoim rówieśnikom
Zburzyć mur

Stoję przed wami. Samotny, z obnażonymi lękami. Z wytkniętymi słabościami. Odarty ze złudzeń, pozbawiony marzeń. Drżę na wietrze. Nigdy nie umiałem się bić. Nigdy nie potrafiłem przeciwstawiać się losowi. Zawsze nadstawiałem drugi policzek i … ta jedna chwila słabości spowodowała, że wzniosłem się na szczyt. Czy to jest przyznanie się do winy? Tak. Doskonale wiecie dlaczego…

Samotnie, lub parami, Ci, którzy naprawdę Cię kochają
Chodzą w tą i z powrotem za Murem, ramię w ramię.
Zbierają się w grupy. Są tam ci o krwawiących sercach i artyści
[…]
Zataczają się i upadają, gdyż nie jest takie proste
Walić sercem w ten pieprzony Mur.

I tak na końcu Mur wybuchnie rozsypując swoje szczątki i na tych co cię kochali i na tych co tobą pogardzali. I na tych, którzy nic o tobie nie wiedzieli. Więc masz ten przekrój. Nie myśl sobie, iż jesteś pępkiem świata. Tak naprawdę jesteś zasranym egoistom, któremu ojciec zginął podczas II wojny światowej. A ilu ojców wtedy zginęło? Ile milionów? Roger, ciebie ratuje umiejętność pisania pięknych piosenek, które przecież nie rosną na drzewach, prawda?

I hate Pink Floyd. Napisał swego czasu na koszulce pewien gość, licząc na profity zawarte w nazwie tego zespołu. W sumie – nie winię kolesia. Money, it’s a gas, więc trzeba biedaka zrozumieć. Chciał zarobić, więc potrzebował nośnego hasła. No i je wymyślono dlań. Bo marketingowo – nazwa Pink Floyd – jest nieoceniona. Przekonał się o tym nawet Roger Waters. Jednak ja nie o tym. Pink Floyd mieli stanowić wroga publicznego. Mieli być synonimem zła, śmierci muzyki rockowej, wręcz obiektem buntu młodych, którzy nie chcą oglądać wielkich sław i bogatych muzyków. Bo przez dzieła takie jak The Wall umiera spontaniczności i radość grania. Podobno. W rzeczywistości ich spektakl niczym nie różni się od innych świat, czczonych w religii, jaką jest rock & roll. Przeciwnie – widowisko The Wall znakomicie wpisuje się w tradycję Monterey Pop Festival (tak, tak: POP, nie przewidziało się wam – to nic, że Hendrix wtedy spalił swoją gitarę). W tradycję mitycznego Woodstock czy nieszczęsnego Altamont.

Każde cierpienie zasługuje na wyartykułowanie. Może jesteś Roger płaksą, ale:
- Trzeba płakać za nigdy nie poznanym Ojcem, który poległ dla najbardziej bezsensownej idei jaką wynalazł człowiek,
- Potrafisz pisać te piosenki. Potrafisz, niech Cię szlag Mistrzu.

The Wall jest swoistym katharsis dla wyznawanej przez wielu religii, jaką jest muzyka. Łączy wiele stylów muzycznych. Opera? Proszę bardzo – The Trial. Psychodelia – Another Brick Part One. Punk – wielki nieobecny What Shall We Do Now? czy Run Like Hell. Pop? Rock? Disco? Wszystko tu jest. Nawet pasaże muzyki elektronicznej. Tylko i aż tyle.

Ta płyta to arcydzieło. Nic więcej nie można napisać

I jeszcze jedno - ten krótki komentarz samego genialnego płaksy: „Człowiek [sukcesu] znajduje się na uprzywilejowanej pozycji, której zazdrości mu cały świat. Tak chyba rodzą się marzenia. Masz władzę, zarabiasz krocie, a na dodatek bije jeszcze od ciebie cokolwiek fałszywy blask. Łatwo się od tego uzależnić. A kiedy już nie możesz bez tego żyć, postanawiasz wyprzeć z pamięci wszystkie negatywne efekty uboczne całego przedsięwzięcia. W ten sposób człowiek popada w wygodne odrętwienie. Jest to warunek niezbędny, aby móc nadal tkwić w swoim śnie o sławie. Lecz kiedy zaświta ci wreszcie to wszystko w głowie, tak jak mnie, stajesz w obliczu decyzji. Możesz albo kurczowo trzymać się marzeń, ponieważ pozbycie się ich byłoby zbyt frustrujące i niewygodne, albo też, uświadomiwszy sobie, że to wszystko wcale nie jest takie wspaniałe, możesz ruszyć w całkiem inną stronę.” (by Roger Waters).

ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2019 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.