ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Antony and the Johnsons ─ I Am a Bird Now w serwisie ArtRock.pl

Antony and the Johnsons — I Am a Bird Now

 
wydawnictwo: Secretly Canadian 2005
 
Hope There's Someone; My Lady Story; For Today I Am A Boy; Man Is The Baby; You Are My Sister; What Can I Do?; Fistful Of Love; Spiraling; Free at Last; Bird Guhl
 
Całkowity czas: 35:23
skład:
Antony - v, p; John Bollinger - dr; Jason Hart - p; Parker Kindred – dr; Jeff Langston – b; Todd Cohen - dr; Rainy Orteca – b; Boy George - v; Lou Reed - g, v; Rufus Wainwright – v; Devendra Banhart - g, v;
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
,1
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
,0
Album słaby, nie broni się jako całość.
,0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
,0
Album jakich wiele, poprawny.
,2
Niezła płyta, można posłuchać.
,1
Dobry, zasługujący na uwagę album.
,0
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
,4
Absolutnie wspaniały i porywający album.
,8
Arcydzieło.
,44

Łącznie 60, ocena: Absolutnie wspaniały i porywający album.
 
 
Ocena: 8+ Absolutnie wspaniały i porywający album.
21.05.2005
(Recenzent)

Antony and the Johnsons — I Am a Bird Now



Takie płyty dają nadzieję dwojakiego rodzaju. Po pierwsze, pokazują, że w czasach współczesnych wbrew wszystkim malkontentom powstają albumy-dzieła. Powstają albumy, które bez najmniejszych obaw można postawić na półce obok klasyków poprzednich dekad. Które bez wahania umieszcza się na prywatnej liście ulubionych płyt wszechczasów - pośród pozycji, które sprzedały się w milionach kopii, o których napisano stosy artykułów i powiedziano chyba więcej, niż to jest w ogóle możliwe. Obok nich stoi niepozorna płytka, półgodzinne spotkanie z Antonym, właścicielem niesamowitego głosu. I z jego fortepianem, i z dyskretnym zespołem, ze smyczkami i z grupką gości, skądinąd mocno zasłużonych dla muzyki.

Drugi rodzaj nadziei odnosi się już do prywatnych relacji z muzyką. A raczej powracających od czasu do czasu wątpliwości, czy wciąż potrafimy tak emocjonalnie odbierać muzykę, tak bardzo się przy niej wzruszać, tak mocno się w nią wsłuchiwać, tak wiele z niej czerpać i tak ją przeżywać - jak "kiedyś". Gdy z większości niegdyś ulubionych artystów już się wyrosło, a nowi się nie odnaleźli. Nie ma w takiej chwili niczego cenniejszego i bardziej potrzebnego, niż niespodziewany, rzekomo przypadkowy, rozwiewający owe wątpliwości powiew świeżości. Tak, muzyka wciąż potrafi wzruszać! I to bez uciekania się po szczególnie wyszukane środki wyrazu.

Wystarczy wiosennie kolorowy bukiet cudownych melodii, zawartych w dziesięciu krótkich, konkretnych piosenkach, do tego w urzekającym wykonaniu. Nieważne, czy piosenkach soulowych czy popowych, balladowych czy rockowych. Takie albumy w rozbrajający sposób (Król jest nagi?) pokazują, jak nieistotne są klasyfikacje i jak nonsensowne jest podporządkowywanie się im. Ale również poszukiwanie w muzyce nie piękna, nie emocji, nie barw i odniesień do własnych wspomnień, ale domniemanej progresji, mozolnego wypracowywania nowatorskich połączeń międzygatunkowych, tworzenia koncepcji fabularnej obszerniejszej niż niejedna powieść, popisów technicznych, które wymagały pół życia wcześniejszych ćwiczeń... Jak infantylne wydają się wszelkie brzmieniowo-aranżacyjne sztuczki i wyszukane zabiegi kompozycyjne, mające zastąpić pomysł na piosenkę.

Cóż to znaczy przy najniezwyczajniej w świecie pięknych melodiach, ubranych w dość osobliwe, ale szczere słowa? Przy czarujących, bezpretensjonalnie pogodnych (choć bardzo pretensjonalnie zaśpiewanych), porywających już od pierwszego usłyszenia kompozycjach. Utworach gotowych już w momencie powstania, być może nawet w chwili zaistnienia w umyśle Antony'ego, a nie dopiero po przejściu przez kilkuetapowy studyjny proces upiększający.

Tutaj nie trzeba doszukiwać się piękna, dokopywać do niby ukrytych emocji, bo to wszystko aż bije z I Am a Bird Now, wręcz narzuca się. Nie jest też konieczne racjonalne uzasadnianie własnego płytą zachwytu, bo w obliczu samej muzyki rzeczowe argumenty tracą jakiekolwiek znaczenie. Zresztą, Oczywistość traci na sile, kiedy się jej dowodzi. Cóż jest cenniejszego niż taki nieoczekiwany, ale jakże potrzebny muzyczny wodopój, oaza na pustyni, skąd po już i tak długiej i męczącej podróży, z nowym zapasem sił można wyruszyć w dalszą drogę?


 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.