ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 

koncerty

17.02.2020

DREAM THEATER, Wrocław, Hala Orbita, 16.02.2020

DREAM THEATER, Wrocław, Hala Orbita, 16.02.2020

Już po raz drugi z materiałem z ostatniego albumu „Distance Over Time” przybyli do Polski nowojorczycy z Dream Theater…

Poprzednio gościli w lipcu ubiegłego roku dając set podczas warszawskiego festiwalu Prog In Park. Już wtedy zapowiadano koncert, podczas którego artyści mieli świętować dwudziestolecie ich wydanego w 1999 roku klasyka Metropolis Pt. 2: Scenes from a Memory. Niestety, skończyło się tylko na zapowiedziach i na… odegraniu zeń jednego utworu (The Dance of Eternity). Co jednak się odwlecze, to nie uciecze. Z pewnym falstartem (leci wszak już 21. rok od wydania płyty) ale jednak przybyli do nas z jubileuszowym występem.

Ten miał dwie odsłony. Rozpoczęty punktualnie wpół do ósmej wieczorem od instrumentalnego intro w postaci kompozycji Atlas autorstwa Nicka Phoenixa i Thomasa J. Bergersena w pierwszej, niespełna godzinnej, części zaoferował głównie nagrania z Distance Over Time (Untethered Angel, Paralyzed, Barstool Warrior, Pale Blue Dot). Gdy dodamy do tego zagrany na jedyny bis At Wit's End trzeba przyznać, że miłośnicy naprawdę udanego ostatniego dzieła grupy nie mogli czuć się zawiedzeni. Tę część uzupełniły jeszcze A Nightmare to Remember z Black Clouds & Silver Linings oraz In the Presence of Enemies - Part I z Systematic Chaos.

Jednak nie na to czekała większość zebranych we wrocławskiej Hali Orbita. Gdy po dwudziestominutowej przerwie tylko wybrzmiały pierwsze dźwięki Regression z Metropolis, Part 2: Scenes From a Memory nie dało się nie zauważyć większego podniecenia, emocji i euforii wśród przybyłych. Przez kolejne prawie półtorej godziny zebrani z dużą atencją słuchali dzieła Amerykanów rozpisanego na dwa akty i dziewięć scen. Trzeba przyznać, że obcując po latach z tym albumem, trudno znaleźć na nim niepotrzebną nutę i zagrywkę. I to ich wrocławskie wykonanie tylko potwierdziło, że to już album klasyczny, ikoniczny, jeden z najważniejszych w szufladzie szeroko rozumianego progresywnego metalu. Wiele rozwiązań, zagrywek i figur nań zawartych jest dziś tylko powielanych przez formację na kolejnych bardziej lub mniej udanych płytach.  

Jednym słowem, wszystko wypadło całkiem zacnie, tym bardziej że muzyka zyskała dzięki bogatym światłom i stosownym animacjom prezentowanym na dużym ekranie tuż za sceną. Sporo też przed moją pierwszą wizytą w Orbicie naczytałem się o jej kiepskiej akustyce, tymczasem wcale nie było źle. Podobnie zresztą jak z regularnie braną pod lupę formą wokalną Jamesa LaBrie. Miał on oczywiście fatalny początek, gdy jednak tylko się rozśpiewał dawał radę uciekając co najwyżej z paru wokalnych górek.

Cóż, publiczność wypełniająca tego wieczoru dosyć szczelnie wrocławską Orbitę po blisko trzygodzinnym koncercie nie mogła czuć się zawiedziona. Bo panowie z Dream Theater już po raz kolejny pokazali klasę, może już bez wielkich fajerwerków i zaskoczeń, ale jednak… klasę.

Zdjęcia:

ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.