ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 

koncerty

03.12.2003

Mystic Festival 2003, 28 listopada 2003, Hala Ludowa, Wrocław

28 listopad 2003 - święto heavy-metalu w Polsce? Zdecydowanie TAK! Wydarzenie z tą datą związane przeszło już do historii - Mystic Festiwal, a właściwie show Iron Maiden pozostanie w sercach fanów na długie lata!

O 'festiwalu' nie ma sensu się rozpisywać. Dlaczego? Rozczarowałem się. Fatalna organizacja przy wpuszczaniu ludzi do Hali Ludowej (bramy miałybyć otwarte od godziny 16:00, w rzeczywistości sezam otworzył się ok. godziny 18:30). Dantejskie sceny, niesamowity ścisk i duchota spowodowały, że odechciało mi się wszystkiego... nawet nie dziwiły mnie okrzyki ludzi pod halą - "Ku... M.. ile mamy stać?!". Gdy w końcu dostałem się do środka kończył grać już pierwszy zespół - Frontside.

 Wrażenia? Nie ma takich, słyszałem dosłownie ostatnie 2 minuty ich występu. Chwila przerwy i zaczyna grać KAT! Przyznaje się bez bicia, że to mój pierwszy kontakt z tą muzyką i mam nadzieje, że ostatni...:-) Zespół zagrał najzwyczajniej na świecie, zero polotu, przeciętny, żeby nie powiedzieć słaby koncert... Sceniczność lidera, Pana Romka jest żenująca, ale ma to swój urok i uśmiałem się setnie :-). W końcu skończyli grać... Czekam na Funeral For a Friend, zespół, który miał zagrać w zastępstwie Edguy (no właśnie! Co było powodem absencji tego drugiego??). Nie doczekałem się, kolejna 'niespodzianka' festiwalu. Na scenę wybiegli techniczni i zaczęli rozkładać wykładzinę w deseń podobny do tego z okładki, "Dance Of Death". TAK! Następnym zespołem będzie IRON MAIDEN!!! Oczekiwanie niesamowite. Techniczni testujący nagłośnienie, dziwne odgłosy zza kulis, publiczność zajmująca miejsca... Około godziny 21:00 gasną światła! Z głośników wydobywają się pierwsze dźwięki "Wildest Dreams". Setki świateł rozświetla scenę, wyłania się potężny mur, na środku którego niesamowity zestaw perkusyjny ulubieńca publiczności - Mr Nicko! Po bokach za murem dwie wieże, z okien, których wystaje śmierć z kosą. Między wieżami kurtyna, gdzie co utwór zmieniały się motywy - różne wcielenia Eddiego.        
Wybiega Bruce Dickinson, odbija się od głośników odsłuchowych, robi szpagat w powietrzu i zaczyna śpiewać:

"I'm gonna organize some changes in my life I'm gonna exorcise the demons of my past I'm gonna take the car and hit the open road I'm feeling ready to just open up and go"

Niesamowita energia i siła! Trzy gitary!!! Dave jak zawsze spokojny i wyluzowany robi swoje. Adrian najbardziej się wyróżnia, często wychodzi na pierwszy plan. Janick? Prawdziwy showman!!! Z gitarą robi wszystko, aż dziw, że jego czarno-biały Fender nie roztrzaskał się o scenę będąc, co chwile podrzucany na pięcio metrowe wysokości!!! Steve pędził na basie i dumnie spoglądał na publiczność.        
Zagrali "Wrathchild", "Can I Play With Madness", "The Trooper", po którym cała zgromadzona w hali publiczność krzyczy - "MAIDEN!!" - klask, klask - "MAIDEN!!!". Dickinson usiłuje cos powiedzieć, ale my nadal swoje! :-) W końcu się przebił -

"Welcome Poland!!! We've played in every country in the world, but YOU! YOU IN POLAND ARE FUCKIN' ONE OF THE BEST! YOU'RE FUCKIN' CRAZY! This tour is promoting our new album, so please, let me take you to the DANCE OF DEATH!"

        Zaczyna się tytułowy utwór z ostatniej płyty, Bruce w masce siedzi na tronie i zaczyna śpiewać. Adrian pięknie wprowadza w utwór tappingiem. Po chwili Dickinson znika, żeby pojawić się w czarnej pelerynie - stroju śmierci, wybiega na środek sceny i w trakcie kulminacyjnej solówki wykonuje taniec śmierci, kręcąc się w kółko jak opętany! Utwory z nowej - powiedzmy sobie szczerze nienajlepszej płyty, wypadają na koncercie nad wyraz dobrze! "No more lies" z tym patetycznym refrenem śpiewanym przez parę tysięcy ludzi robi niesamowite wrażenie. Jeszcze lepiej wypadł utwór "Paschendale", głównie za sprawą świetnego intro - strzały z karabinów i światła imitujące pociski. Druty kolczaste, zbrojenia jak na froncie wojny a do tego Bruce w hełmie żołnierskim ;-). To wszystko dodawało bardzo fajnej otoczki.        
Zawsze, na każdym koncercie jest taki moment, na który się czekało - można to poczuć po swojej spontanicznej reakcji - uśmiech szeroki od ucha do ucha, łzy w oczach i mrowienie po całym ciele - "TURN THE LIGHTS OFF!!! FEEEEEAAAAAAAR OFFF THEEE DARRRRK!!!". Ojej! Cóż to była za chwila! Byłem tak podniecony, że rozglądałem się przerażony wokół siebie, gdy Dickinson śpiewał -

"Fear of the dark, fear of the dark  I have constant fear that something's always near  Fear of the dark, fear of the dark  I have a phobia that someone's always there".

Ostatni utwor, ten najważniejszy -

"Oh Well, wherever, wherever you are, Iron Maiden's gonna get you, no matter how far. See the blood flow watching it shed up above my head. Iron Maiden wants you for dead."

Oj tak! Żelazna dziewica mnie dopadła! Oddałem się jej bez reszty, tym bardziej, że za sceną wyłaniała się po woli Śmierć z kosą! Kolejne wcielenie Eddiego... - "Goodnight Poland!!!" Jak to?! To już koniec? O NIE!!! - "MAIDEN" - klask, klask - "MAIDEN!!!

        Wychodzą!!! Bruce z przewieszonym przez ramie ręcznikiem obiecuje, ze Iron Maiden porwie nas ponownie! Tak, jeszcze tu wrócimy! TAAAAAAAK! Wychodzi pozostała piątka, i tu szok! Iron Maiden akustycznie? - "The Journeyman, especially for you Poland!" Piękne i niecodzienne wykonanie bogów heavy-metalu! Ale to nie koniec! Za sceną pojawia się pewien znamy motyw - Ed bawiący się w mistrza marionetek, lalką jest sam diabeł...

"(...) The number of the beast. For it is a human number. It's number six hundred and sixty six"

Napięcie sięga zenitu, cała sala aż trzeszczy, wielka kopuła Hali Ludowej wygląda jakby miała zaraz wybuchnąć! Na ciele czuje żar! Czy bestia nas dopadnie? O Nie! Jeszcze nie teraz, jeszcze się spotkamy, tymczasem - "Run to the Hills, Run For Your Lives!!!"

        To był największy show w moim życiu! Nie koncert, o nie! Nazywając to 'coś' koncertem obraziłbym Iron Maiden. Panowie dziękuję! To piękne podsumowanie roku! Do zobaczenia! UP THE IRONS!!!

P.S. Niezwykłe było to czym pożegnano publiczność - tysiące ludzi z uśmiechem na twarzy podążała ku wyjściu śpiewając - "always look on the bright side of life! Pa ram, ta ram... Life's a piece of shit, when you look at it... so... always look..." :-)

ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2018 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.