ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Metus ─ Deliverance (Trilogy Part III) w serwisie ArtRock.pl

Metus — Deliverance (Trilogy Part III)

 
wydawnictwo: Lynx Music 2008
dystrybucja: Rock Serwis
 
01. Deliverance [05:49]/ 02. Endless Life [03:22]/ 03. Our Sinful Realm [03:59]/ 04. Pride [05:05]/ 05. And Now I Regret [04:14]/ 06. Simplicity [06:44]/ 07. Among The Dead [02:22]/ 08. Fallen [05:23]/ 09. My Enemy's Myself [04:13]/ 10. Brothers [04:51]/ 11. Words [04:07]
 
Całkowity czas: 50:15
skład:
Marek Juza - programowanie, instr. klawiszowe, śpiew;
gościnnie:
Marcin Kruczek - gitara klasyczna; Krzysztof Lepiarczyk - instr. klawiszowe
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
› 0
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
› 0
Album słaby, nie broni się jako całość.
› 0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
› 0
Album jakich wiele, poprawny.
› 0
Niezła płyta, można posłuchać.
› 0
Dobry, zasługujący na uwagę album.
› 0
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
› 0
Absolutnie wspaniały i porywający album.
› 3
Arcydzieło.
› 23

Łącznie 26, ocena: Arcydzieło.
 
 
Ocena: 8++ Arcydzieło.
12.08.2009
(Recenzent)

Metus — Deliverance (Trilogy Part III)

Part three of the trilogy.
 
Trzecia i ostatnia część naprawdę dużego dzieła, jakim jest trylogia o stworzeniu człowieka jest dziełem skończonym. Nie tylko ze względu na fakt bycia trzecią, ostatnia częścią trylogii, ale też z powodu mistrzostwa, do jakiego doszedł METUS. Formacja w tym stadium składa się z Marka Juzy i dwóch zaproszonych muzyków z (notabene krakowskiego) zespołu NEMEZIS. Stały skład to prawdopodobnie nie będzie, gdyż cykl obraca się i zbliżamy się do końca tej przygody. Zanim to jednak nastąpi przed nami kolejne jedenaście utworów. Marek Juza w szczególny sposób przypomina nam, że w kraju nad Odra (tu przemawia mój lokalny nacjonalizm) możemy znaleźć wykonawców, którzy dawno, dawno temu mogliby wystąpić na jednej scenie z takimi tuzami dark wave jak This Mortal Coil, Arcana czy absolutnie magiczny Dead Can Dance (tak tak, ten ostatni to nie jest dark wave, to DCD). O ile pierwsza cześć trylogii była początkiem powstania, nauka i młodzieńczymi czasami; zaś druga dorosłym życiem, podejmowaniem własnych decyzji, błędami i ich skutkami; trzecia jest posumowaniem tego, co człowiek samo może dla siebie najgorzej wybrać, podsumowaniem błędów i odpowiedzialnością za nie, to przyjęcie na siebie wszelkich ich konsekwencji aż do dnia sądu.
 
O d pierwszych taktów Deliverance słyszymy dojrzałą kompozycję z o wiele bardziej rozbudowanymi partiami, (choć i tu – na całe szczęście – pojawiają się fragmenty minimalizmu) instrumentów, niż miało to miejsce do tej pory. Sam początek przypomina mi trochę Anekdoten. Potem zaś rozbudowane partie stanowiące bardzo mocny i silny podkład pod jakże inny (jeszcze bardziej dopracowany i dojrzały) głos Marka. Tekst jest znakomity: mroczny, posępny i bardzo mi bliski. Zawsze najbardziej lubiłem takie właśnie liryki. Pioseneczek o wesołych letnich sportach na plaży nie znoszę. Tu nie ma sportów, radości, plaży, zabawy. Jest zapach strachu, krzyk potępionych, modlitwa grzesznika, błaganie o ratunek. Jest prawdziwe życie. Do tego świetna gitara i trąby Jerychońskie. Dzień sądu? TAK. Piekło? Jeszcze NIE. Najpierw Czyściec.
 
will fall in flames
the end of times
the end of days
the Judge at the gates
the Deliverance
 
Infinity, czyli nieskończoność, wieczność. Marzymy o niekończącym się życiu. Tymczasem jest ono tylko zabawą Aniołów. Nasze wybory, decyzje są ich teatrem,. My jesteśmy aktorami, nawet o tym nie wiedząc. Jak długo to będzie trwało, jak długo będziemy marionetkami? W Our Sinful Realm zwróćcie przede wszystkim na gitarę akustyczną. Brzmi świetnie i co ciekawe jest ważniejsza od wokalu, przynajmniej dla mnie.   Mistrzowskie zagrania Marcina Kruczka mimo posępności płyty dają nam nadzieję na lepsze zakończenie. Bo przecież to jasny instrument. Czyż nie?
Słowo Boże
będzie echem w głowie
                  .... w naszych sercach

Słowo Boże
musimy zapisać
                  .... w naszych sercach
 
 Ujecie biblijne to jedno, ale dla mnie Pride jest swoista interpretacja ukrzyżowania. Gdzie nienawiść i pycha stały się sidłami dla bezbożnych, zafascynowanych sobą złych ludzi. Trujące rośliny zamiast pokarmu i ocet zamiast wody. Ale ich działania nie ochronią ich przed nimi samymi. Strach będzie pożerał ich skamieniałe serca... powoli. And Now I Regret to pierwsza w tej trylogii opowieść o miłości, czyli o najsilniejszym jasnym uczuciu, jakie posiadamy. Począwszy od pierwszego, kruchego dotyku, poprzez potajemne spotkania, podsycanie żaru aż po tę Ceremonię, która z dala od przeciwnych nam osób daje nam siłę. Przed długi czas musieliśmy ja ukrywać, ale w pewnym momencie czara się przelała i objawiona miłość wzmocniła nasze więzi tak bardzo, że już nie boimy się jej okazywać. Simplicity to druga perełka muzyczna na tej płycie. Delikatne brzmienie klawiszy oraz... gitara akustyczna. Najdłuższy i najbardziej liryczny utwór na tej płycie.  Dużo śpiewu, długa opowieść, gitara i delikatne pasaże. Brzmi niesamowicie. Prostota i równowaga. Simplicity and balance...
 
 Amond The Dead to grzmot niebios i głos z zaświatów. Niczym chorał zakonników z jakiegoś wyklętego zakonu. Mroczny, ale i przyciągający. Ale i straszny.
"Zapomniany" - to moje imię ...
w Krainie Cieni
Wkrótce będę słuchać głosu ....
i powstanę w pełni nowego życia
 
Fallen to ostatnia modlitwa. Panie upadłem. Chciałem żyć po swojemu, ale to był błąd. Ratuj mnie, bo choć jestem wśród żywych to umarłem. Mój duch mnie opuścił, ja zaś nie widzę sensu istnienia bez Ciebie. Uratuj mnie ten ostatni raz. Wybacz mi, daj mi jeszcze jedną szansę. Nasze grzechy i błędy są próbą, ale Panie spójrz. Czy tak ma wyglądać nasz koniec? Czy ten grobowiec będzie moim końcem? Ratuj mnie, bo choć jestem wśród umarłych to jeszcze żyję. Wybacz mi. Jesteś tu? Czy to tylko moja fantazja? Rozwiej moje wątpliwości. Muzycy wprowadzają nas po raz kolejny do zaczarowanej krainy zminimalizowanych, ale jakże pięknych dźwięków. Świetny głos, do tego spokojny, choć mocny fortepian i od czasu do czasu akord gitarowy. Wsłuchałem się w ten utwór kilka razy pod rząd. Po prostu przycisk cofnij uruchamia się sam pod koniec. Słuchasz, słuchasz, słuchasz.
 
My Enemy's Myself . Tak naprawdę największym naszym wrogiem jesteśmy my sami. Kroczymy jasna wydawałoby się ścieżką, a tymczasem nasze serce spogląda w stronę Krainy Ciemności. Wierny, znajomy, cichy wróg. Ciekawa aranżacje tego utworu opiera sie na wycofanie wokalu gdzieś na drugi, a może nawet trzeci plan. Z pierwszym mamy klawiszowe pasaże oraz inne improwizowane instrumenty, trąby, waltornię, w pewnym momencie głosy przybierają na sile, zaś chóralny śpiew podchodzi coraz bliżej, w pewnym momencie prawie krzycząc. Na szczęście tylko na chwilę. Potem głosy sie wycofują i prawie szepczą, – choć jak wiemy szept jest głośniejszy od krzyku.
 
Brothers nawet, jeśli Bóg nas uratował to dalej jesteśmy ludźmi. Tylko ludźmi. I gdy nasz brat umiera obok, to nie chcemy tego widzieć. Nie patrzymy na niego, nasze zimne oczy i zimne serca odwracamy ku naszemu doczesnemu bogactwu. Ubóstwo nie jest przestępstwem, ale ubóstwo uczuć jest grzechem najcięższym. Nasza dusza nie jest sama, gdzie obok jest jej brat, nasz brat. Znowu gitara piastuje bardzo ważną rolę. Muzyka METUSa się zmienia. Wokalista daje nam coraz więcej ciekawych brzmień, a towarzyszące mu instrumenty przyciągają i sprawiają, że album jest jeszcze ciekawszy, dojrzalszy i chyba bardziej przystępny dla szerszej publiczności.
 
Kończący album (i trylogie) Words są już bardzo, bardzo optymistyczne i pozytywne. Przede wszystkim dają nam nadzieję, nadzieję, że może być lepiej. Wielogłosy, chór i solista, piękna gitara, klawisze i orkiestrowe aranżacje. Kulminacja wszystkich trzydziestu trzech utworów. Gdzieś w połowie pojawiają nam się inne aranżacje, solowe partie instrumentów zbliżone do Dead Can Dance i wchodzący na coraz wyższe rejestry rozległy wokal. Doskonałość. Idealne zakończenie opowieści, pozostawiające dużo, dużo miejsca na własną interpretację.
...
i będę żyć! ..
dla wszystkich tych kłamstw
i będę żyć ...
ponieważ ja wierzę!
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2019 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.