ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Gallagher, Rory  ─ Tattoo w serwisie ArtRock.pl

Gallagher, Rory — Tattoo

 
wydawnictwo: Chrysalis Records 1974
 
1. Tattoo'd Lady [4:34]
2. Cradle Rock [6:15]
3. 20:20 Vision [4:02]
4. They Don't Make Them Like You Anymore [4:05]
5. Livin' Like A Trucker [4:19]
6. Sleep On A Clothes Line [5:13]
7. Who's That Coming [7:09]
8. A Million Miles Away [6:55]
9. Admit It [4:19
 
Całkowity czas: 43:52
skład:
Rory Gallagher – voc, guit, harmonica / Gerry McAvoy – bg / Lou Martin – kdbs / Rod de’Ath – dr
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
,0
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
,0
Album słaby, nie broni się jako całość.
,0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
,0
Album jakich wiele, poprawny.
,0
Niezła płyta, można posłuchać.
,0
Dobry, zasługujący na uwagę album.
,1
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
,4
Absolutnie wspaniały i porywający album.
,8
Arcydzieło.
,2

Łącznie 15, ocena: Absolutnie wspaniały i porywający album.
 
 
Ocena: 7 Dobry, zasługujący na uwagę album.
03.01.2010
(Recenzent)

Gallagher, Rory — Tattoo

Pamiętam, że początek mojej emigracji w Irlandii, obok ciężkiej pracy i przystosowania się do nowych realiów, polegał również na zaznajomieniu się z miejscową kulturą muzyczną. Nie zapomnę właśnie tego, że Rory Gallagher ma na Zielonej Wyspie status niemal kultowy, a każdy szanujący się sklep muzyczny w Irlandii musiał mieć w swoich zbiorach lwią część dyskografii tego urodzonego w Ballyshannon gitarzysty.

Drugim impulsem, który popchnął mnie do zapoznania się z jego twórczością był przypadkowo obejrzany w irlandzkiej telewizji fragment jego archiwalnego występu. Rzecz miała miejsce na jazzowym festiwalu w Montreaux w 1974 albo 1975 roku. Na scenę wyszedł facet o szczenięcej twarzy, ubrany w dżinsowe spodnie i dżinsową katanę. Ukłonił się. Był pogodny, uśmiechnięty, zapowiedział "Tattoo'd Lady" i zaczął grać. Po tym facecie było widać jaki jest rozelektryzowany świadomością, że za chwilę zagra, że zapewne, gdyby kamera pokazała zbliżenie jego twarzy, można byłoby dostrzec błysk w jego oczach. Od razu wyobraziłem sobie go jako dzieciaka, który nie ogląda się za dziewczynami tylko żyje muzyką, a gdy nie ma gitary przy sobie to nie wie co ma zrobić z rękami.

Dlaczego wybrałem akurat „Tattoo”? Dlatego, że według mnie to chyba najlepsza płyta w jego dorobku. Mówię „chyba” gdyż mimo wszystko dyskografia Rory’go utrzymuje dość wysoki poziom (jednymi wyjątkami są nijakie „Against the Grain” z 1975 i „Top Priority” z 1979 roku) i trudno wskazać jedną z płyt i powiedzieć: „właśnie ta jest najlepsza i oddaje całą esencję jedno muzyki”. Niektórzy mogą spytać, dlaczego nie wybrałem stonowanej „Rory Gallagher”, rozimprowizanej „Deuce” czy dojrzałej „Photo-Finish”. Otóż dlatego, że „Tattoo” zawiera elementy ich wszystkich, będąc wypadkową jego twórczości i w tych czterdziestu kilku minutach zawiera to z czego zasłynął i dzięki czemu zyskał status uwielbienia najzagorzalszych fanów.

Płytę otwiera „Tattoo’d Lady” – świetny początek, mocna, soczysta rockowa melodia. Drugi w zestawie, „Cradle Rock” powala i oszałamia riffem oraz pędem, którego utwór nabiera w kolejnej fazie. Ale to nic; posłuchajcie wykonania tego kawałka na koncertowej „Irish Tour’74” – tam usłyszycie wersję najzwyczajniej w świecie zwalającą z nóg. „20:20 Vision” jest krótkim akustycznym przerywnikiem przed ciągiem dalszym rockowej uczty. „They Don’t Make Them Like You”, „Sleep On A Clothes-Line” i zwłaszcza wah-wah’owy „Livin’ Like A Trucker” są kolejnymi zachwycającymi utworami: rewelacyjna, zapadająca w pamięć melodyka, fajny klimat. Rory w każdej z piosenek popisuje się nienaganną wirtuozerską techniką z zachowaniem umiaru i odpowiednich proporcji. Z tych dziewięciu utworów trudno wybrać ten zdecydowanie najlepszy. „Tattoo’d Lady” jest zdecydowanie najbardziej znanym, lecz osobiście postawiłbym na „A Million Miles Away” – mocną, rockową balladę z rewelacyjnie zbudowanym stopniowo klimatem i niesamowitym popisem gitarowym Gallaghera.

Myślę, że dla kogoś kto nie słyszał nigdy przedtem o panu Gallagherze, a jest zapatrzony w Hendixa czy Claptona, twórczość Rory’ego może być czymś ekscytującym i zaskakującym. Nie tylko „Tattoo”, ale i inne jego płyty są zapomnianymi nieco perełkami ukrytymi gdzieś na dnie ogromnego morza zwanego muzyką.

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.