ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Openspace ─ Elementary Loss w serwisie ArtRock.pl

Openspace — Elementary Loss

 
wydawnictwo: Produkcja własna / Self-Released 2010
dystrybucja: Rock Serwis
 
Ruined Reality – [4:47]
Almost Fine – [4:00]
Darkest Haven – [8:48]
Personal Lie – [5:10]
So Common – [10:46]
Underground – [7:58]
Corporeality – [8:28]
 
Całkowity czas: 49:57
skład:
Marcin Korzeniewski - wokal, instr. klawiszowe; Rafał Szulkowski -perkusja; Robert Zahn - bas; Marcin Zahn - gitary
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
› 0
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
› 1
Album słaby, nie broni się jako całość.
› 0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
› 6
Album jakich wiele, poprawny.
› 0
Niezła płyta, można posłuchać.
› 0
Dobry, zasługujący na uwagę album.
› 1
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
› 2
Absolutnie wspaniały i porywający album.
› 1
Arcydzieło.
› 7

Łącznie 18, ocena: Dobry, zasługujący na uwagę album.
 
 
Ocena: 8 Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
05.11.2010
(Recenzent)

Openspace — Elementary Loss

Kompletnie zaskoczony otworzyłem kopertę z opisem „OPENSPACE”. Zerknąłem tylko na zawartość, po czym płyta poszła na stos „dojrzewalni”, czyli miejsca gdzie materiał oczekuje na swoją kolej. Ile to już czasu minęło. Dwa lata? Od koncertu we Wrocławiu na pewno.

Okładka przypomina mi bardziej styl Bauhaus. Ilustracja wzorowana bardziej na chłodnych produkcjach elektropopu. Zastanawiałem się, co zastanę na krążku. Nie pasowało mi to brzmienie do znanego już debiutanckiego oficjalnego Openspace. "Elementary Loss" to zupełnie inny kierunek w twórczości wołomińskiej grupy. Drugi czyli czwarty krążek nabiera rasowego brzmienia, przekonuje nas, że zespół odszedł od grania na zryw. Przebojowe utwory zastąpiły długie suity, rwące riffy przeszły na przemyślane, bogate brzmieniowo kompozycje, w końcu wokal Marcina Korzeniowskiego – coś tu było nie tak. Zbyt … dojrzale. Po pierwszym przesłuchaniu nie zwróciłem za bardzo uwagi na jeden szczegół, który przyszedł dopiero przy N-tym przesłuchaniu płytki: Marcin próbował wtopić się głosowo – być może mimowolnie – w Matthew’a Parmentera. Maniera wokalna, VDGGowska ekspresja, wyraźna dykcja znacznie ułatwiająca zrozumienie co autor miał na myśli śpiewając swój tekst. Z drugiej strony bardziej rozbudowane partie klawiszowe i muzyka pełna smaczków, pełna perfekcyjnych aranżacji, bardzo rozbudowanych kompozycji. Podoba mi się to podejście. Podoba mi się ta realizacja. Nie jest to jednak album na pierwsze przesłuchanie. Ale są też dziwne momenty, kiedy wprowadzający „Ruined Reality” zbyt mocno nawiązuje do klimatów okołorealitydreamowskich: basowy wstęp, solo gitarowe. Ten utwór nie powinien być pierwszy na liście. Choć zachowano płynne przejście do „Almost Fine”, to jednak odwróciłbym kolejność tych dwóch utworów.

O brak klimatu akurat zespołu Openspace nie można posądzić. Album „Elementary Loss” sprawia wrażenie kapsuły czasu, z której płyną dźwięki nagromadzone przez ostatnie 40 lat. Nowoczesne brzmienie, ale muzyka bardziej dla zasłuchanych w klasycznym, rockowym teatrze. Nie ma tu częstych nagłych zwrotów w melodii, są spokojnie przepływające dźwięki utrzymane wątki, zespół trzyma konwencje utworów. Poza jednym wyjątkiem - Underground. Podoba mi się przestrzeń w instrumentach, nie jest to mocno skompresowane, instrumenty brzmią pełnią skali (czego miłośnicy empeczy nie dosłyszą), bardzo szeroko idzie pianino, zwłaszcza w partiach solowych. Co może zachwycić? Instrumentalne „Almost Fine”, pełne emocji „Personal Lie” w którym pół utworu to duet wokal-pianino, zespół ujawnia się dopiero pod koniec kompozycji. Nostalgiczna suita „So Common”, wprowadzona delikatnym brzmieniem e-piano z ciekawym efektem tła-echa i nisko wprowadzonym wokalem. Gitara idzie delikatnie, przypominając raczej śpiew, po czym wszystko rozkręca się w najlepszym by nie napisać „quidamowym” stylu. Kogo jednak Openspace przyzwyczaił do floydowskich inspiracji, zapewne sięgnie po „Corporeality”, gdzie spotka lekko stylowany na Watersa głos + brzmienie fletu i elektroniczne efekty, zakończone elektroniczną solówką mooga typową dla brzmień z okresu z wykorzystaniem modulatora jako wah-wah.

Ale chciałbym zwrócić uwagę także na utwór „Underground”, który typuję na wizytówkę nowego brzmienia kwartetu. Tu panowie postanowili bardziej pobawić się dźwiękiem i chyba takiego brzmienia zespołu możemy oczekiwać w kolejnych produkcjach.

Dwa lata to jednak mały by się wydawało okres. Ale wystarczający, aby początkujący zespół był w stanie przygotować dobrą, ciekawą, przede wszystkim dobrze nagraną płytę. Nie jest to produkcja idealna, ale nie oczekiwałem że dostanę bogactwo Ciemnej strony księżyca, bardziej znając poprzednie i demo i debiut liczyłem na surowsze brzmienie. Ale płyta jednak wymaga skupienia. Dobra, warta polecenia produkcja, nie tylko dla zasmakowanych w ochrypłych VDGGowskich czy darkside-floydowskich brzmieniach.
 

ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.