ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Mars Volta, The ─ Noctourniquet w serwisie ArtRock.pl

Mars Volta, The — Noctourniquet

 
wydawnictwo: Warner Music 2012
dystrybucja: Warner Music Poland
 
1. "The Whip Hand"
2. "Aegis"
3. "Dyslexicon"
4. "Empty Vessels Make the Loudest Sound"
5. "The Malkin Jewel"
6. "Lapochka"
7. "In Absentia"
8. "Imago"
9. "Molochwalker"
10. "Trinkets Pale of Moon"
11. "Vedamalady"
12. "Noctourniquet"
13. "Zed and Two Naughts"
 
Całkowity czas: 64:31
skład:
Omar Rodríguez-López - gitara, keyboard, syntezatory
Cedric Bixler-Zavala - wokal
Juan Alderete - gitara basowa
Deantoni Parks - perkusja
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
,1
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
,2
Album słaby, nie broni się jako całość.
,1
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
,1
Album jakich wiele, poprawny.
,5
Niezła płyta, można posłuchać.
,0
Dobry, zasługujący na uwagę album.
,2
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
,6
Absolutnie wspaniały i porywający album.
,12
Arcydzieło.
,1

Łącznie 31, ocena: Dobry, zasługujący na uwagę album.
 
 
Ocena: 8 Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
04.05.2012
(Recenzent)

Mars Volta, The — Noctourniquet

Przyznam się szczerze – wątpiłem w jakość muzyczną tego albumu. Zwątpiłem też w samego Omara Rodrigueza-Lopeza, którego przez jakiś czas uważałem za jedną z najciekawszych muzycznych osobowości ostatnich lat i dość wysoko klasyfikowałem go na liście moich ulubionych gitarzystów. Ale nawet najlepsi mogą zbłądzić. Omarowi zdarzało się to przez ostatnich kilka lat dość często. Prócz dosłownie kilku płyt, nie wydał on moim zdaniem nic, co można by ocenić wyżej, niż „przeciętne”. Kolejne wymyślne składy o zmienianych nazwach nie wnosiły nic nowego do twórczości meksykańskiego kompozytora i nawet do pięt nie dorastały czy to pierwszym dwóm albumom Mars Volty, czy to drugiemu solowemu albumowi muzyka, nazwanemu po prostu „Omar Rodriguez”, który uważam za jego najlepsze solowe dzieło. Zwątpiłem jeszcze bardziej, kiedy do Omar Rodriguez-Lopez Group zatrudniono Cedrica Bixler-Zavalę. Dla mnie jego głos jest znakiem firmowym The Mars Volta, który przecież razem stworzyli. Po co więc powtarzać ten duet w drugim składzie? „Odwaliło mu” - pomyślałem i szybko pogrzebałem nadzieje o nowym, dobrym albumie TMV. Jak się jednak szybko okazało, z tamtego składu ORL Group powstał nowy skład Mars Volty. Zawiłe? Inaczej nie mówilibyśmy o tym zespole...

Zmienił się więc skład, a co za tym idzie brzmienie. To co najbardziej rzuca się w oczy to brak dwóch wieloletnich współpracowników Volty podczas nagrywania tego albumu długogrającego - Isaiaha Owensa  i Johna Frusciante. Co do tego drugiego, to nawet mnie nie dziwi – odsunął się całkowicie odkąd opuścił szeregi Red Hot Chili Peppers po raz drugi. Ja jednak, jako wielki fan gitarzysty, ubolewam nad jego nieobecnością na tym longplayu. Brak na nim też, po raz kolejny, saksofonisty Adriana Terrazasa, co też było dla mnie niezbyt radosną wieścią. Ten genialny muzyk wprowadzał freejazzową dzikość do i tak dzikiego już brzmienia zespołu. Warto jednak zwrócić uwagę na nowego perkusistę w tym odświeżonym składzie. Nie mnie oceniać, czy Deantoni Parks to godny zastępca Thomasa Pridgena, ale wiem na pewno, że jest on pałkerem co najmniej nietuzinkowym. Najważniejsze, że nic się nie zmieniło w trzonie grupy – Omar i Cedric nadal stoją na swoich miejscach. Przejdźmy więc do samej muzyki.

Pisałem wyżej, że brzmienie kapeli uległo zmianie. Prawda to? Po części... Mars Volta dalej biegnie utorowaną wcześniej drogą, teraz jednak jakby wybrała inny środek transportu. Utwory, podobnie jak na poprzednim albumie, są dość stonowane, mniej rozwinięte, brakuje w nich tej... „dziwności” z pierwszych albumów. Jednak w porównaniu do skłaniającego się ku brzmieniom akustycznym „Octahedrona”, „Noctourniquet” jest elektryczny, elektroniczny i dużo bardziej hałaśliwy. Instrumentami, które wybijają się na pierwsze tło, są klawisze i syntezatory, co ciekawe obsługiwane przez samego Omara. Już w refrenie rozpoczynającego „The Whip Hand” możemy poczuć te urocze, miażdżące bębenki w uszach synthowe warczenie. „In Absentia” - najdłuższy numer na płycie to natomiast ambientowy odpał, cały tonący w przefiltrowanych gitarach, efektach i syntezatorowych szumach. Fajna odmiana, ale zdecydowanie za długa i zbyt wyczerpująca – mniej więcej w połowie przełączam na „Imago” - jedną z trzech, obok „Empty Vessels Make the Loudest Sound” i „Trinkets Pale of Moon”, typowych, spokojnych balladek. Wszystkie trzy wypadają naprawdę ciekawie, tworząc jakiś tajemniczy klimat. Mamy na płycie też utwory mocne, z fajnymi melodiami, takie jak „Aegis”, „Molochwalker” czy „Zed And Two Naughts”. Singlowy „The Malkin Jewel” brzmi natomiast dość świeżo jak na ten zespół. Niemal deklamowane, szeptane zwrotki kontrastują tu z punkowym, krzyczanym refrenem, którego pełną moc poznajemy dopiero w szalonej końcówce, a wszystkiemu towarzyszy intrygująca gitara Lopeza. Co do jego gitar – na tym albumie jest ich dużo mniej. Brak tu pięćdziesięciu tysięcy partii gitary w jednym kawałku, brak też szalonych ujazzowionych solówek. Gra dość oszczędnie, jakby zostawiając więcej miejsca kolegom z zespołu, których warto pochwalić. Parks na perkusji wprowadza coś dziwnego, pomiędzy idealnym trzymaniem rytmu, a jakąś frywolnością. Jego partie i pętle są nieoczywiste, nawet jeśli nie szaleje za bębnami, potrafi nimi zaczarować. Jedno trzeba natomiast przyznać... Nie ma na tej płycie słabego momentu, jednak tęskni się za improwizacjami, za długimi solówkami i zmiennością tempa w najmniej oczekiwanym momencie.

„Noctourniquet” nawet jeśli nie jest najlepszym albumem The Mars Volta, to w porównaniu do tego, co dzieje się obecnie w muzyce rockowej, reprezentuje ciągle świetną i bezkompromisową muzykę. Nie mogę chłopakom jednak dać za niego dziesiątki, dręczyłyby mnie wyrzuty sumienia i nie mógłbym spokojnie spać w nocy. Dlatego, dla własnego bezpieczeństwa, postawię sprawiedliwą ósemkę.

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.