ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Weather Report ─ Tale Spinnin’ w serwisie ArtRock.pl

Weather Report — Tale Spinnin’

 
wydawnictwo: Columbia 1975
dystrybucja: Sony Music Polska
 
1. Man In The Green Shirt (Zawinul) [06:30]
2. Lusitanos (Shorter) [07:29]
3. Between The Thighs (Zawinul) [09:33]
4. Badia (Zawinul) [05:23]
5. Freezing Fire (Shorter) [09:32]
6. Five Short Stories (Zawinul) [06:56]
 
Całkowity czas: 43:14
skład:
Joe Zawinul – ARP Synthesizer, TONTO Synthesizer, Rhodes Piano, Acoustic Piano, Organ, Melodica, Steel Drums, Oud, Mzuthra, West Africk, Xylophone, Cymbals, Vocals. Wayne Shorter – Soprano Saxophone, Tenor Saxophone. Alphonso Johnson – Electric Bass. Ndugu – Drums, Tympani, Marching Cymbals. Alyrio Lima – Percussion.
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
,0
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
,0
Album słaby, nie broni się jako całość.
,0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
,0
Album jakich wiele, poprawny.
,0
Niezła płyta, można posłuchać.
,0
Dobry, zasługujący na uwagę album.
,0
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
,0
Absolutnie wspaniały i porywający album.
,1
Arcydzieło.
,0

Łącznie 1, ocena: Absolutnie wspaniały i porywający album.
 
 
Ocena: 8+ Absolutnie wspaniały i porywający album.
04.05.2014
(Recenzent)

Weather Report — Tale Spinnin’

Siedemnaście Mgnień Wiosny – odcinek VI.

Artystyczny i komercyjny sukces „Mysterious Traveller” nie oznaczał bynajmniej stabilizacji w zespole. Na trasę koncertową wyruszył kwintet Zawinul-Shorter-Johnson-Wilburn-Um Romao, a do domu wróciło trio… Dlaczego Ishmael Wilburn porzucił Weather Report – nie wiadomo. Zdaniem samego Zawinula stracił serce do gry w zespole, nie dając sobie rady z wymogami trasy koncertowej; do tego pociągnął za sobą Dona Um Romao… Widząc, że Wilburn gra coraz gorzej, Johnson awaryjnie ściągnął znajomego z Philadelphii, Daryla Browna, jako wspomagającego bębniarza, ten jednak zapowiedział, że zostanie tylko do końca trasy, a potem musi się poświęcić wcześniejszym zobowiązaniom. Myślano o ponownym ściągnięciu Grega Errico, ale ten był co prawda genialnym perkusistą funkowym, jednak z jazzem nie bardzo sobie radził. Joe zaprosił za bębny muzyka The Delfonics – klasycznej czarnej grupy soulowej – Chucka Bazemore’a, ten jednak nie umiał znaleźć wspólnego języka z pozostałymi muzykami i bardzo szybko odszedł. Po zakończeniu trasy skład Weather Report okroił się więc do tria Johnson-Shorter-Zawinul… Wtedy dawny znajomy z czasów gry u Milesa Davisa, Herbie Hancock, polecił Shorterowi i Zawinulowi bębniarza ze swojego zespołu, Leona Chanclera (*01.07.1952), znanego jako Ndugu, który miał już okazję występować i nagrywać z Davisem i Santaną. Skład uzupełnił brazylijski perkusjonalista Alyrio Lima i tak zespół mógł w spokoju pracować nad kolejną płytą. Nagrań dokonano zimą 1975; już w maju tegoż roku „Tale Spinnin’” trafił na rynek.

Nagrać wielką płytę to jedno, ale podtrzymać sukces to drugie. Nowy album poprawił komercyjne notowania Weather Report (dotarł do 31.miejsca na listach, o 15 oczek wyżej niż „Traveller”). Natomiast od strony artystycznej… no cóż, panowie zrobili wszystko, by nagrać płytę przynajmniej niewiele gorszą niż wielka poprzedniczka. Joe postanowił wzbogacić dźwiękową paletę zespołu o karaibskie rytmy i brzmienia, nadal też poszukiwał ciekawych elektronicznych dźwięków (wykorzystał m.in. tzw. TONTO – The Original New Timbral Orchestra – niesamowity instrument powstały z połączenia i zsynchronizowania kilkunastu różnych analogowych, modułowych syntezatorów, m.in. dwóch Moogów Series III, czterech Oberheimów, dwóch ARP 2600, kilku Rolandów… całość ustawiono w olbrzymi okręg o średnicy ponad sześciu metrów, wysoki na dwa). I faktycznie, płyta brzmiała chyba jeszcze bardziej intrygująco, a na pewno bardziej bogato niż poprzedniczka. Natomiast kompozycyjnie niestety „Tale Spinnin’” co nieco „Mysterious Traveller” ustępuje.

“Man In The Green Shirt” to przede wszystkim dominujący, obezwładniający, taneczny, karaibski rytm – to jemu podporządkowana jest cała pierwsza część kompozycji, mocno rozsyntezatorowana. Po kontrastowej, spokojnej wstawce znów powraca rytm, więcej do powiedzenia ma saksofon, a Zawinul przypomina sobie o tak kiedyś lubianym przez siebie fortepianie elektrycznym. Całość wieńczy stonowana koda. „Lusitanos” znów osadzono na funkowej figurze basowej i ładnej melodii Shortera, obudowanej potem przez Zawinula improwizacjami i solówkami instrumentów klawiszowych, przede wszystkim wspomnianego TONTO, co dało bogate, głębokie brzmienie. „Between the Thighs” ładnie miesza funkowe rytmy z karaibskimi (te wszechobecne stalowe bębny!). Mamy tu znów sporo dodatków elektrycznego fortepianu, wzbogacających syntezatorowe harce.

Druga strona albumu zaczyna się bardzo eksperymentalnie. „Badia” łączy oszczędne avant-jazzowe granie z tanecznymi motywami rodem z Bliskiego Wschodu (ten bliskowschodni nastrój jeszcze podkreślają wokalizy w wykonaniu samego Zawinula). Są oszczędne, „szarpane” dźwięki oudu – afrykańskiej lutni, są nadające koloryt perkusjonalia (w tym ksylofon, na którym zagrał Joe), jest ładnie osadzona w całości partia elektrycznego basu; nie ma w ogóle syntezatorów – jedynym instrumentem klawiszowym jest tradycyjny, akustyczny fortepian, subtelnie dopełniający nierealne, jakby pochodzące z zupełnie innego świata brzmienie utworu. Dla kontrastu jazzrockowy, mocny „Freezing Fire” siedzi na dynamicznym, pędzącym, „twardym” rytmie, znów nieco kojarzącym się z drive’em wczesnego Mahavishnu Orchestra, na bazie którego Joe i Wayne rozwijają swoje partie. Na sam koniec mamy znów coś z innej bajki: „Five Short Stories”, spokojną, trochę „nocną” w klimacie dyskusję saksofonu i instrumentów klawiszowych (ARP 2600, fortepian i organy), ładnie zamykającą całą płytę.

Z jednej strony – nie udało się stworzyć dzieła aż tak doskonałego jak „Mysterious Traveller”, z drugiej – powstała płyta eklektyczna, pełna niespodzianek, co i rusz zaskakująca słuchacza. Zespół miał znów wyruszyć w trasę, gdy… zgadliście – po raz kolejny pojawił się wakat na stanowisku perkusisty: Ndugu wybrał bowiem ofertę Santany. Alphonso Johnson zaprosił swego przyjaciela, znanego choćby z grupy Franka Zappy – Chestera Thompsona (*11.12.1948). Jak się jednak miało okazać po zakończeniu trasy, bynajmniej nie był to koniec roszad personalnych w Weather Report…

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.