ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 

koncerty

09.07.2007

Fear Of A Blank Planet Tour 2007 - Pure Reason Revolution/ Porcupine Tree, Kraków Hala Wisły, 7 lipca 2007, godzina 20.00

Ten czas, to miejsce i ten zespół….

Kraków przywitał mnie przepiękną, słoneczną pogodą. Tak – słoneczną pogodą. Po kilku dniach istnego pogodowego pandemonium (zajęcia outdoorowe w głuszy, puszczy, wygwizdowie etc. nie należą do przyjemnych) naprawdę byłam mile zaskoczona panującą w mieście Kraka aurą. Chwila na zabytki. Uzupełnienie płynów, obiad. Przygotowanie do koncertu.

Po tych wszystkich zabiegach logistyczno-organizacyjnych udałam się pod osławioną Halę Wisły. Mała niespodzianka. W pobliskiej knajpce pod parasolami wylegiwali się John Wesley i Steven Wilson oraz połowa Pure Reason Revolution. Udało mi się przełamać moją wrodzoną nieśmiałość. Podeszłam na chwilę, przeprosiłam za zamieszanie i zrobiłam kilka fotek z muzykami, pozbierałam autografy i zamieniłam kilka słów.

Korzystając z okazji przypatrzyłam się próbie dźwięku. I nie ukrywam – dźwięki dochodzące z konsolety mile połechtały moją ciekawość, a że dodatkowo zabrzmiało to bardzo dobrze, tym z większą niecierpliwością oczekiwałam na rezultat finałowy.

Przed godziną 18.00 zostaliśmy karnie skoszarowani przed wejściem głównym do Hali Wisły. Czas oczekiwania na otwarcie bram umilały nam rozmowy, żarty etc. Punktualnie o 19.00 otwarto bramę. Kulturalnie, bez niepotrzebnej w takich momentach „niezdrowej rywalizacji” udałam się na płytę hali. Zajęłam swoje miejsce przy barierce. Odłożyłam plecak. I zaczęłam czekać. Ludzi powoli przybywało (w pewnym momencie pytania o frekwencję zdominowały nasze „popołudniowe fanów rozmowy”). W tak zwanym między czasie odwiedziłam solidnie zaopatrzony sklepik z gadżetami (zakupy uznaję za udane:). Cóż, tego dnia Hala Wisły nie była wypełniona w całości. Miejsca na trybunach zapełnione prawie maksymalnie, na płycie było nieco gorzej. Kompletu publiczności nie było. Czy na ten fakt wpłynęły liczne wizyty zespołu w Polsce, kwestia supportu (jednak PRR znany jest niewielu osobom), czy też „gorący koncertowy czerwiec”?. Być może. Co nie zmienia faktu, iż tego sobotniego wieczora w Hali Wisły było po prostu zjawiskowo pięknie.

Pure Reason Revolution

Oczekiwanie na gwiazdę wieczoru umiliły nam dźwięki Brytyjczyków z Pure Reason Revolution. Grali około 50 minut i nie do końca mnie zachwycili. Nie ukrywam, że wolę słuchać zespołu z płyt. W porównaniu z wcześniejszym soundcheckiem zabrzmieli po prostu źle. Partie wokalne zlewały się w całość, bas Chloe Alper dudnił, perkusja też nie była nagłośniona odpowiednio i dodatkowo ta chaotyczna gitarowo-klawiszowa ściana dźwięku nie ułatwiała percepcji. Niestety dźwiękowiec zepsuł zespołowi występ. Bo muzyka PRR to zapisu snów, sennych majaków, jest bardzo hipnotyczna i należy jej słuchać odpowiednio nagłośnionej. Zabrakło mi podczas ich koncertu przestrzeni, w której hipnotyczne dźwięki „pjurów” mogłyby zabrzmieć odpowiednio. Co zagrali? Materiał z debiutanckiego albumu, nowy dostępny w sieci singiel. Fajnie wypadli „Ambasadorzy” (The Bright Ambassadors of Morning – może dlatego, że cokolwiek słyszałam). Nie ukrywam, że nie tylko zgromadzonych w hali panów zachwyciła Chloe Alper. Urokliwa, drobniutka i jednocześnie rockowa dziewczyna! Może następnym razem PRR wystąpi jako gwiazda wieczoru – przy odpowiednim nagłośnieniu te dźwięki zabrzmią po prostu kosmicznie!

Setlista: In Aurelia/Borgens Vor/Deus Ex Machina/Bright Ambassadors of Morning/Victorious Cupid/Voices in Winter/In the Realms of the Divine/TheTwyncyn/Trembling Willows/Golden Clothes

Porcupine Tree

O tym koncercie można napisać w krótkich, żołnierskich słowach: Znakomity, perfekcyjny, rockowy show! Tak! Show – panowie postawili również na multimedialne urozmaicenie koncertu filmikami. Wyszli na scenę wręcz uskrzydleni – z gardeł fanów wydobył się ryk i zaczęło się!

Porcupine Tree na trasie FOABP gra kawałki z najnowszego albumu w dwojaki sposób. Albo jako monolit, całość lub materiał z FOABP przeplata ze starszymi utworami. W porównaniu do warszawskiego koncertu, muzycy wybrali wariant nr 1. Fear Of A Blank Planet wybrzmiał od pierwszego do ostatniego dźwięku. Tytułowy utwór zilustrowany został znanym już teledyskiem (w wersji nieocenzurowanej). Przepięknie zabrzmiało My Ashes ze śpiewem Johna Wesleya. Ten przesympatyczny Amerykanin, towarzyszący od kilku lat Porcupine Tree podczas tras koncertowych, bardzo wiele wniósł do koncertowego brzmienia zespołu. Mogę też zaryzykować stwierdzenie, że odebrał Stevenowi Wilsonowi uwielbienie części fanek;) A tak poważnie – znakomicie tego dnia dysponowany Wesley przyciągał nie mniejszą uwagę niż lider popularnych w naszym kraju „Porków”. Świetnie grał, znakomicie śpiewał i co to ukrywać zdarzało mu się nie jeden raz przyćmić Wilsona. Nie da się ukryć, że duet Wilson/Wesley po prostu rewelacyjnie się uzupełnia. Anesthetize – czekałam na koncertową wersję tego utworu. Cóż, ciężko przekuć w słowa odczucia, których się w takim momencie doświadczyło. Zamknęłam oczy i chłonęłam każdy dochodzący ze sceny dźwięk. Blisko dwadzieścia minut fenomenalnych fraz, gitarowych solówek (Wes perfekcyjnie wcielił się w rolę Alexa Lifesona), onirycznego klimatu i wyciszenia w finałowej części (duo Wilson/Wesley po prostu zachwyciło harmoniami wokalnymi). Sentimental – podobnie. Znakomita, jeszcze bardziej podmetalizowana wersja Way out of Here. Transowe Sleep Together zakończyło koncertową odsłonę Fear Of A Blank Planet. Koniec pierwszej części koncertu: Uff – szczerze powiedziawszy muzycy „pozytywnie” mnie dobili tym setem! Czuję się ukontentowana. Chwila wytchnienia, łyk wody. Muzycy zniknęli za kulisami.

Po kilkuminutowej przerwie kolejna odsłona tego koncertu. Moim zdaniem nieco słabsza repertuarowo, ale znakomita pod kątem wykonawstwa. Muzycy zagrali materiał z In Absentia, Deadwing, Lightbulb Sun oraz Signify. Szkoda, że ze Stupid Dream nie usłyszeliśmy niczego. Mocarnie wypadło Sever na dwie gitary. Miazga wręcz! Natchniony, czasami wręcz agresywny śpiew Wilsona i gitarowa (ale bardzo selektywna) ściana dźwięku. Ciary po prostu.

Jeszcze te znamienne słowa z Trains:

When the evening reaches here, You're tying me up

I'm dying of love...It's OK

Jak to mawiają komentatorzy sportowi: proszę państwa koniec zasadniczej części koncertu. Ale zgromadzona w Hali Wisły publiczność czeka na bisy! Po kilka minutach tupania (walenia wręcz w podłogę hali), klaskania i skandowania nazwy zespołu piątka muzyków wraca na scenę. Znakomita wersja Mother & Child Divided podkręciła tempo. A Halo było fajnym akcentem zamykającym koncert. Szkoda tylko, że panowie nie zdecydowali się zagrać Evenless.

To co, widzimy się wszyscy w poznańskiej Arenie? Jak to nie wiecie? Porcupine Tree przyjedzie do nas w tym roku ponownie.

Setlista:

Fear of A Blank Planet/My Ashes/Anesthetize/Sentimental/Way Out of Here/Sleep Together/Lightbulb Sun/Open Car/Mellotron Scratch/Drown With Me/Blackest Eyes/Half Light/Sever/Trains/Bisy: Mother & Child Divided/Halo

PS. Podziękowania dla Mariusza D. za pomoc podczas tego koncertu (udało mi się go przeżyć w sensownej kondycji i w dobrych warunkach). CC - przepraszam, nie zauważyłam twojego machania. Po prostu muzyka była ważniejsza ;) Acha i jeszcze jedno. To był jeden z niewielu koncertów, podczas których publiczność dosłownie bała się wyciągnąć aparat i strzelić fotkę. Miały miejsce konfiskaty aparatów, panowie ochroniarze czuwali dzielnie i stali na posterunku. Szkoda – bo to był jedyny większy zgrzyt podczas tego znakomitego show.

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2021 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.