ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 

koncerty

08.12.2008

BLACK SUN TOUR 2008: UnSun, Black River, Votum, Łódź, Dekompresja, 07.12.2008, godz. 19.00

BLACK SUN TOUR 2008: UnSun, Black River, Votum, Łódź, Dekompresja, 07.12.2008, godz. 19.00 Mocno ambiwalentne odczucia targają mną po obejrzeniu i wysłuchaniu łódzkiej odsłony Black Sun Tour. Dziwny to był wieczór. Wieczór oscylujący gdzieś między szacunkiem dla artysty i jego kreacji, a konsternacją i… kołaczącym się ciągle pytaniem: o co w tym wszystkim chodzi!?

Trzeba przyznać, że organizator trasy postawił sobie ambitne zadanie, scalając ze sobą podczas jednego występu kompletnie różne muzyczne światy. Wszak Votum, Black River i UnSun wywodzą się z zupełnie innych baśni. Nie od dziś wiadomo, że takowy misz – masz, choć ryzykowny, przynosi całkiem pożądane efekty, otwierając niektórym uszy na dotąd nieznane dźwięki. I tu pewnie mogłoby być tak samo, gdyby wszystkie zespoły grały w tej samej lidze (czyt.: na tym samym poziomie). A tak niestety nie było. Szkoda. Ale po kolei… 

Jako pierwsi na scenę dawnego, łódzkiego kina Adria wyszli muzycy Votum. Duża, świecąca pustkami sala (deszczowa i nieprzyjemna pogoda z pewnością zrobiła swoje, z drugiej strony - nie pierwszy to już raz, gdy łodzianie nie popisują się frekwencją podczas rockowej imprezy) absolutnie nie zbiła ich z tropu. Zaczęli odważnie, tak jak na swojej debiutanckiej płycie „Time Must Have A Stop” od „Me In The Dark” i w tej odwadze pozostali do końca swojego 45 – minutowego występu. Muzykę grają niełatwą i wymagającą od słuchacza emocjonalnego zaangażowania. Trudno go było stworzyć tego wieczoru mając przed sobą mnóstwo… wolnej przestrzeni, a za nią słuchaczy, którzy po raz pierwszy obcowali z „ich materią”. A jednak chyba się udało. Z każdym kawałkiem, zebranych pod sceną przybywało, a kurtuazyjne brawa stawały się szczerymi. Duża w tym zasługa ich frontmana – Macieja Kosińskiego, który potrafił nawiązać ciepły, wyważony kontakt z publicznością a przede wszystkim, zamknięty w sobie, przeżywał każdy dźwięk odgrywany przez zespół. Jego charakterystyczna, wręcz chuda sylwetka, w specyficznym „wijącym się” tańcu, podkreślającym cięte riffy, mogła zaintrygować. Wydaje się, że oprócz mocnego głosu, Kosiński ma pomysł na swoją artystyczną kreację. Widać to zresztą było nie tylko na scenie ale i poza nią, podczas mojej rozmowy z wokalistą (wywiad, jaki przeprowadziłem z artystą już niebawem ukaże się w naszym serwisie). Pomysł ma także pozostała piątka muzyków, może jeszcze czasami zbyt skupionych na swoich instrumentach, niemniej jednak z dużą precyzją odgrywających nuty zapisane na debiutanckiej płycie. Całości przemyślanego spektaklu, bo i tak ten występ nazwać można, dopełniły wyświetlane, na znajdującym się z tyłu sceny ekranie, wizualizacje – w tym niedawno zrealizowany teledysk do kompozycji „The Pun”. Występ oparty był naturalnie na jedynej jak do tej pory płycie grupy. Raził zatem mocą riffów „The Hunt Is On” a nastrojowością uwodził „Away”. Mimo, iż muzycy Votum mieli za sobą najmniejsze obycie sceniczne z wszystkich występujących tego dnia artystów, wypadli doprawdy bardzo profesjonalnie.

Tego ostatniego – czyli profesjonalizmu – nie można odmówić także następnej formacji, która pojawiła się na scenie – stołecznemu Black River. Ba…, warszawianie dali najbardziej energetyczny „szoł” (tak, to dobre słowo) tego wieczoru! Scenę zdominowała czerwień, podkreślona wyświetlanym z tyłu logo grupy. Panowie, bez żadnego „przepraszam”, od samego początku zaczęli łoić, że aż miło. Ich korzenny, miażdżący hard – rock nie mógł pozostawić obojętnym przybyłych tego dnia do Dekompresji fanów. Natychmiast pod sceną zrobił się mały kociołek. Paliwa do pieca dokładał skutecznie Maciek Taff (Rootwater) – energetyczny wulkan, skaczący po głośnikach i odsłuchach. Do tego potrafiący nawiązać świetny kontakt z publiką, to zapraszając ją do „oberka” w „Crime Scene”, to do walki („Fight”). Nie zabrakło ciekawych zapowiedzi, jak ta przed „The Silence” („to najcięższy kawałek w historii rocka”) czy przed „Fanatic” („pamiętajcie, że w Internecie jest sporo gówna”). Na przeciwległym biegunie ekspresji był Orion (Behemoth) – potężny, w skrywających oczy ciemnych okularach i skórzanym kapeluszu, z nisko zwieszonym basem na wiecznie ugiętych nogach. Robił w istocie wręcz majestatyczne wrażenie… Panowie wyrzeźbili caluteńki debiut „Black River”, pozostawiając po sobie kurz i pot. Mocny występ. 

No i teraz pojawić się powinna najdłuższa relacja z występu gwiazdy wieczoru – formacji UnSun. Powinna ale…, dam sobie spokój i ograniczę się do kilku komentarzy, które jednak, gwoli pewnej rzetelności, paść muszą. Zacznę od cytatu, wyjętego z portalu Music Arena i pomieszczonej tam podstrony „Black Sun Tour”: „Od debiutu UnSun nie ustępują kontrowersje […] Zespół zagra w sumie siedem koncertów w całej Polsce, potwierdzając lub zaprzeczając nieprzychylnym opiniom na swój temat.” Czyli jednak coś na rzeczy było… Otóż proszę państwa, po obejrzeniu łódzkiego występu UnSun muszę tylko potwierdzić wszelkie kontrowersje dotyczące grupy. Zespół dał bezwzględnie najsłabszy występ tego wieczoru, mając najgorsze i najmniej selektywne nagłośnienie oraz wokalistkę Ayę, która w przeciwieństwie do frontmanów poprzednich grup, nie miała żadnego pomysłu na swój sceniczny byt. Jej statyczne przechadzki pasowały do odgrywanych dźwięków jak przysłowiowa „pięść do oka”. Najgorsze w tym wszystkim było jednak to, że skądinąd urocza wokalistka UnSun, kładła każdy utwór… po prostu fałszując. Najbardziej szkoda mi było wysiłku tak doskonałych muzyków jak Mauser i Heinrich, którzy dawali z siebie absolutnie wszystko, wylewając siódme poty (Heinrich wręcz dosłownie…, schodząc ze sceny, był kompletne mokry od monstrualnej dawki machania „piórami”). I co? I wszystko szło w próżnię. To jedyny występ, podczas którego publiczności pod sceną ubywało a ci, którzy zostali, pożegnali zespół grzecznościowymi, krótkimi brawami. Podobnie jak dwie poprzednie kapele i oni zagrali materiał ze swojego debiutu, „The End Of Life”. Wypadli nawet ostrzej niż na krążku. Niesmak jednak pozostał… 

Dla archiwistów i szperaczy - setlisty wszystkich występów. 

 

VOTUM: 1. Me In The Dark / 2. The Hunt Is On / 3. The Pun / 4. Passing Scars / 5. Away / 6. Look At Me Now / 7. Time Must Have A Stop 

 

BLACK RIVER: 1. Negative / 2. Fight / 3. Night Lover / 4. Punky Blonde / 5. Crime Scene / 6. Silence / 7. Streets Games / 8. Fanatic / 9. Free Man 

 

UNSUN: 1. Whispers / 2. Last Innocence / 3. The Other Side / 4. Bring Me To Heaven / 5. Indifference / 6. Blinded By Hatred / 7. Face The Truth / 8. On The Edge / 9. Destiny / 10. Closer To Death

 

Zdjęcia:

Votum Votum Votum Black River Black River Black River Black River Black River Black River Black River UnSun UnSun UnSun UnSun
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2021 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.